musiq
 

JIM MORRISON

 
Jim Morrison
Źródło: Oficjalna strona wykonawcy
więcej
NAZWA
Jim Morrison
URODZONY
Melbourne, USA, 8 Grudnia 1943
ZMARŁ
Paryż, Francja, 3 Lipca 1971
CZŁONEK
INSTRUMENTY
Wokal
GATUNEK
WYTWÓRNIE
Ozit
ID WYKONAWCY
8450
BIOGRAFIA
 
James Douglas Morrison, najstarszy syn Clary i Steav`a Morrisonów, urodził się w Melbourne na Florydzie, 8 grudnia 1943 roku. Matka Jima - Clara Clarke była jednym z pięciorga dzieci prawnika z Wisconsin. Jej matka umarła, gdy Clara miała kilkanaście lat. W 1941 roku ojciec Przeniósł ...
 
DOROBEK ARTYSTYCZNY
 

SKŁADANKI

Live: Feel The Blues - Jim Morrison Live: Feel The Blues 1998   CD  
Ultimate Collected Spoken Words: 1967-1970 - Jim Morrison Ultimate Collected Spoken Words: 1967-1970 1997   CD  
Stoned But Articulate - Jim Morrison Stoned But Articulate 1996   CD  
 

INNE

An American Prayer - Jim Morrison An American Prayer 1995   CD  

Legenda:
Koszyk - dodaj do koszyka
Polecany - produkt polecany przez użytkowników musiq.pl

 
 
WASZYM ZDANIEM
1-10 z 16 komentarzy
Autor:
Marzena [2013-03-25] To były czasy, kiedy czytało się poezję, przeżywało sztukę i chciało się żyć według zasad sztuki: wszystko eksperymentować na sobie i żyć do końca. Śmierć też była eksperymentem. I tak żył Morrison. Kończyło się to albo destrukcją ciała (przedwczesna śmierć), albo umysłu (zainfekowany mózg nie jest sprawny, sorry). Z tamtych czasów brakuje mi życia poezją i sztuką(kto wie dziś kim był Rimbaud, Houxley, surrealiści?), ale narkotyki, sorry, to niezły przypał: zabierają wszystko i tylko udają, że coś dają w zamian. Po paru latach, na własne życzenie, nie ma się prawie mózgu. I znowu nie wiadomo jak być wolnym, nie żyć jak miliony szczurów [spam!] itd). Jim utknął, ale to co zrobił i zrobiło tamto pokolenie, było super. Zaeksperymentowali na sobie, na żywym organizmie, dali nam poczucie, że życie jest czymś więcej niż udawanie poprawności i zamykanie się w schematach, do których nikt i nic nie pasuje. To był wtedy wybuch twórczości i swobody. I to było super! Czekam na ciąg dalszy, tym razem z lepszym rozwiązaniem niż alkohol i narkotyki. Albo religia!
Wioletta banach [2007-03-02] hej!! slucham jima od 10 lat :)) uwielbiam go i the doors :) Dla mnie ic muzyka jest inna niz wszystkie slucham jej jak mam handre jak mi smutno albo weslo:)Jim byl i jest kims dla mnie wyjatkowym moje mazenie to pojechac na jego grob:(( niestety nie spelni sie:99 Jim moze byl i wariatem ale takim co tworzyl poezje i dobra muzyke.Dla mnie jim bedzie zawsze najwiekszy wiekszy od presleya i innych :) kocham go :)))
[2006-11-24] Jim kiedyś powiedział,że odejdzie aby tworzyć w spokoju... Ci, którzy myslą, że On nieżyje są w błędzie. Dla mnie zawsze będzie żył poprzez swoją muzykę i poezję. Jest gdzies tam i tworzy. Zostawił sobie furtkę, która sa własnie te drzwi. I kiedys powróci żeby pokazać nam, co stworzył. Tak, jak mówił:"Są rzeczy znane i nieznane, a pomiedzy nimi są drzwi...". Uwielbiam Go od ponad 14-stu lat.
[2006-11-02] Muszę coś dołożyć:)
Hanna Banaszczyk [2006-10-15] Jim był artystą,który nie uznawal żadnych kompromisów-czy to w odniesieniu do siebie ,czy do swojej sztuki. Tkwi w nim pewne rozdarcie..pójść na całość czy umrzeć nie doczekawszy końca? wszystko albo nic.ryzyko i ekstaza.Jego poczucie beznadziejnosci i uniesienie były zawsze prawdziwe.Nie zadowalał sie zwykłym "odwalaniem" swojej roboty;był cudowny a zarazem pełen rozpaczy;Kierowała nim bezustanna chęć "badania granic rzeczywistości",poszukiwania prawdy o sacrum i profanum.I to doprowadziło go do szalenstwa,dzieki ktoremu mógł tworzyć,mógł być sobą.Był zmienny w nastrojach...

Jim pragnął by przede wszystkim zapamiętano go jako poetę!
roma [2006-01-31] Morrison był jedyny, niepowtarzalny, naprawdę wolny, bez ograniczeń. Muzyka The Doors jest taka jak Jim. Nikt tego nie powturzy
roma [2006-01-31] Jim był jedyny, niepowtarzalny, wyjątkowy. żył bez ograniczeń i za to go kocham. I muzykę The Doors
Kruk [2005-12-21] ...kwas...i...Wyski....
...zgóba tamtego pokolenia...
Jim nadal żyje...
Tylko teraz tam gdzie chciał....
Duke [2005-12-06] Koleś był niezrównowarzonym geniuszem, w którego towarzystwie aż strach było przebywać. Kiedyś zamknął swoją dziewczynę w szafie i podpalił. Ledwo się uratowała. Jego koncerty zawsze były skandalem. Czy był poetą?... Na pewno chciał nim być...
John Densmore [2005-09-19] Jimmie był niezły, ale co do jego ćpania to jednak ponad wszystko ukochał Whiskey ,konkretnie Jacka Danielsa, zatem był bardziej alkoholikiem niż narkomanem. Podobno rzadko ćpał bez alkoholu. Niestety nałóg potrafi zniszczyć nawet najbardziej niesamowity i wszechstronny talent. Przestroga dla przyszłych pokoleń. Świetnie że zostawił po sobie niepowtarzalną i genialną tworczość muzyczną i literacką ( nikt tak nie pisał wierszy od czasów Rimbaud) All Hail The American Nights... All Hail the american poet
 
 
 
musiq.pl
 © 2003-2008   Zastrzeżenia Prawne   Linki